WYKŁADY

W kotle smaków – fragmenty książki Karoliny Głowackiej

 

Karolina Głowacka, autorka książki “W kotle smaków”, tom 8 serii “Echa Dawnej Warszawy” – o godz. 13.00, w Centrum Promocji Kultury na ul. Podskarbińskiej 2 przedstawi dawną słodką Warszawę

Karolina Głowacka, “W kotle smaków”, książka do nabycia w księgarni “Między Wierszami”

 

“Cukiernie i kawiarnie były swoistymi salonami towarzyskimi, zwłaszcza w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Choć już od lat 70. XIX wieku stały się klubami, w których panowie mogli się spotkać, wymienić nowinki, podyskutować paląc cygaro czy poczytać prasę, a wreszcie zagrać w bilard, szachy lub  w karty. I tak jakoś się ułożyło, że prawie każde środowisko polityczne i zawodowe miało swoje ulubione lokale. Literaci chętnie gościli w „Ziemiańskiej”, aktorzy zbierali się w cukierni Semadiniego znajdującej się w podcieniach Teatru Wielkiego, a później także u „Bliklego”, którego lokal przy Nowym Świecie znany był jako nieoficjalna „giełda aktorska”. Z kolei przemysłowcy i ziemianie upodobali sobie „Oazę” na Wierzbowej, zaś u „Loursa” często pojawiali się pisarze i wydawcy.

Kawiarnie działały już od siódmej rano i to codziennie. Nie uznawano wolnych niedziel, bo z góry było wiadomo, że wówczas będzie największy utarg. Dzień zaczynano od serwowania śniadań, które tradycyjnie właśnie spożywano w kawiarni.  Na dobry początek serwowano kawę po turecku, czyli gotowaną wraz z wodą. Potem jajka na miękko, ale wbite do szklanki, podawane z odrobiną masła. Do tego koniecznie pieczywo i szynkę. Kiedy minęła pora śniadania, w cukierniach i kawiarniach pojawiały się panie na ploteczki towarzyskie. W porze obiadowej lokale pustoszały, a klientela przenosiła się do restauracji, by około 14 powrócić na deser. Do późnego wieczora pozostawali jednak przede wszystkim panowie. Większość lokali zamykano o północy.

Latem chętnie popijano mazagran, czyli kawę z wodą sodową i rumem lub likierem. Napój podawało się na zimno. Jak pisze Jerzy S. Majewski: „Jeśli ktoś zamawiał mazagran, to od razu wiadomo było, że chodzi o człowieka światowego i bywałego”. Wśród innych popularnych napojów wspomnieć wypada orszadę przygotowywaną z mielonych migdałów. Natomiast w tego typu lokalach raczej nie podawano tzw. napoi wyskokowych.

Na miano najbardziej słodkiej ulicy w Warszawie mogłaby zasłużyć dzisiejsza ul. Miodowa. Nazwę zawdzięcza piernikom i miodownikom, które były tu wypiekane już w  XVI w. Jak sama nazwa wskazuje, do wypieku używano miodu. W tamtym czasie cukier był już wprawdzie znany, ale bardzo drogi. Raczej używano go jako środka na wzmocnienie.”