Wrotycz na niepogodę oraz inne zioła dla mniej lub bardziej zaawansowanych

Wykład nr 1

godz. 11.30, sala widowiskowa

  Wystąpi: Kamila Kuźniewska,  Gospodarstwo Ogrodnicze w Gumowie

Będzie o ziołach, kwiatach i trawach. O ich niestandardowych zastosowaniach i właściwościach.

Wrotycz to maksymalnie półtorametrowa roślina, z żółtymi baldachowatymi kwiatami. Odmiany dekoracyjne szczycą się pięknymi podobnymi do paproci liśćmi. Pachnie kamforą. Zawiera tujon i w dużych dawkach jest trujący. Genialnie odstrasza owady. Bukiety z suszonego wrotyczu odstraszą więc komary, muchy, meszki. Posadzony w ogródku lub w sadzie, przegna mszyce, kwieciaki, stonki i owocówki.  Jeśli tylko jest to możliwe, naprawdę warto unikać środków chemicznych w naszym otoczeniu.

Dawniej jako odstraszacz owadów trafiał do trumien i wiązanek pogrzebowych. Z kolei w Polsce suszony wrotycz wkładano do  modlitewników. Podobno nie pozwalał zasnąć podczas modlitw. Obecnie modlitewników raczej się nie używa, ale kto wie… może wrotycz trafi na okładkę smartfonu lub tabletu.

Jest coraz częściej stosowanym środkiem na przeziębienia i grypy. Inny z kolei pomysł na to zioło miał  twórca marki Jack Daniels Tennessee Whisky, który uwielbiał swój napój podany z cukrem i liśćmi wrotyczu. Zresztą wyciąg z wrotycza wchodzi w skład absyntu.

Ale to nie wszystko o tej ciekawej roślinie… więcej podczas naszego wykładu.

Będzie też o amarantusie kulistym, czyli o gomfrenie kulistej tajskiej. Jej kwiaty o słodkim smaku to idealna alternatywa dla zwykłej herbaty – a pomoże nam zwalczyć stres i obniży poziom cholesterolu. Po wypiciu naparu, wilgotne płatki kwiatowe możemy stosować pod oczy –  ujędrniają i rozjaśniają ciemne worki pod oczami. W Indiach nadal jest naturalnym środkiem do leczenia niewydolności nerek i kaszlu. Jest to roślina zawierająca dwa razy więcej wapnia niż mleko! Pyszna w sałatkach, szczególnie do ryb, z czego często korzystają Grecy.  Kwiat amarantusa doskonale smakuje w herbacie. Kwiaty gomfreny bogate są w witaminę A , witaminę E, minerały: german, selen, żelazo, cynk, wapń, mangan i potas.

No i trawy, trawiszcza szeleszczące pod oknami. Warto je sadzić – są ładne, ptaki nakarmią, a ich zieleń, brąz i szum uspokajają.

Przystonia włosowata – różowy akcent na jesień. Trawa, która na jesieni zaczyna zjawiskowo kwitnąć na różowo, a jej puszyste kwiatostany przypominają watę cukrową. Ożywi każdą kompozycję i będzie oryginalnym, bajkowym akcentem w każdym ogrodzie.

Kim są występujący?

O rzadziej spotykanych ziołach, trawach i kwiatach opowiedzą pasjonaci  z Gospodarstwa Ogrodniczego  w Gumowie. Jedni z najlepszych w regionie, a może i w kraju. Wiedzę o ziołach i roślinach zdobywa się latami, nie wystarczą tylko studia. Potrzeba jeszcze serca i pasji. W Gumowie na pewno można to wszystko spotkać w komplecie. Nie bez powodu polecają ich koledzy z branży.

Gospodarstwo prowadzą państwo Kuźniewscy i wygląda na to, że dalej poprowadzi je kolejne pokolenie.

Atutem miejsca jest … sprzedaż on-line.  Najlepiej oczywiście pojechać, wybrać osobiście, porozmawiać, jednak przecież nie zawsze można!

Kamila Kuźniewska – córka założycieli Ogrodu w Gumowie – Krzysztofa i Teresy Kuźniewskich. Uwielbia podróże, podczas których zawsze sprawdza, co nowego w ziołach i kwiatach. Pasjonatka jazdy konnej oraz literatury faktu. Na co dzień związana z nowoczesnymi technologiami, poprzez pracę w IT.

 

 

Ciasto mocno drożdżowe. Zdjęcie udostępnione przez markę Drożdże Babuni.

Utrzymajmy tradycję w cukiernictwie 
Rzecz o polskiej słodkiej klasyce

oraz

Warszawa na słodko

Wykład nr 2

godz. 12.30, sala widowiskowa

Wystąpią:
  • Wojciech Hoduń, prezes Cechu Rzemiosł Spożywczych, który na co dzień prowadzi jedną z najlepszych na Starówce lodziarni (tę tuż przy Barbakanie) – opowie o cukierniach 🙂
  • Karolina Głowacka, autorka książki “W kotle smaków”, tom 8 serii “Echa Dawnej Warszawy” – przedstawi dawną słodką Warszawę

Przed wojną ceniono polskie cukiernictwo, szczególnie torty, które były inne niż obecnie nam znane. Bardziej wytworne, zamiast mąki używano np. mielonych orzechów. Europejczycy lubili też nasze ciasta drożdżowe i serniki.

Mówiąc o tradycji mamy na myśli przełom XIX/XX wieku, czasy Dwudziestolecia i okres socjalizmu, kiedy może i bywało różnie, jednak ciasta powstawały bez szkodliwych proszków, spulchniaczy i różnych E-coś tam. Dewizą pana Wojciecha jest jakość i rzetelność. Przedstawi to, co wg niego wcale już nie jest tak częste, a mianowicie jakość – produktów, ciast i samych cukierników.  Łatwo upiec ciasto ze spulchniaczami. Przyzwyczajamy się np. do drożdżówki zawsze świeżej, a to przecież nieprawda. Ciasto upieczone z naturalnych produktów nigdy nie będzie przez 2-3 dni tak świeże, jak zaraz po upieczeniu. Koncerny przyzwyczaiły nas np. do smaku żurku z glutaminianem sodu i zwykły żurek, na zakwasie, wielu osobom już nie smakuje.

Z kolei Karolina Głowacka kocha Warszawę i jej słodkie smaki. Oto fragment książki “W kotle smaków”, więcej ciekawostek podczas prelekcji:

“Cukiernie i kawiarnie były swoistymi salonami towarzyskimi, zwłaszcza w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Choć już od lat 70. XIX wieku stały się klubami, w których panowie mogli się spotkać, wymienić nowinki, podyskutować paląc cygaro czy poczytać prasę, a wreszcie zagrać w bilard, szachy lub  w karty. I tak jakoś się ułożyło, że prawie każde środowisko polityczne i zawodowe miało swoje ulubione lokale. Literaci chętnie gościli w „Ziemiańskiej”, aktorzy zbierali się w cukierni Semadiniego znajdującej się w podcieniach Teatru Wielkiego, a później także u „Bliklego”, którego lokal przy Nowym Świecie znany był jako nieoficjalna „giełda aktorska”. Z kolei przemysłowcy i ziemianie upodobali sobie „Oazę” na Wierzbowej, zaś u „Loursa” często pojawiali się pisarze i wydawcy.

Kawiarnie działały już od siódmej rano i to codziennie. Nie uznawano wolnych niedziel, bo z góry było wiadomo, że wówczas będzie największy utarg. Dzień zaczynano od serwowania śniadań, które tradycyjnie właśnie spożywano w kawiarni.  Na dobry początek serwowano kawę po turecku, czyli gotowaną wraz z wodą. Potem jajka na miękko, ale wbite do szklanki, podawane z odrobiną masła. Do tego koniecznie pieczywo i szynkę. Kiedy minęła pora śniadania, w cukierniach i kawiarniach pojawiały się panie na ploteczki towarzyskie. W porze obiadowej lokale pustoszały, a klientela przenosiła się do restauracji, by około 14 powrócić na deser. Do późnego wieczora pozostawali jednak przede wszystkim panowie. Większość lokali zamykano o północy.

Latem chętnie popijano mazagran, czyli kawę z wodą sodową i rumem lub likierem. Napój podawało się na zimno. Jak pisze Jerzy S. Majewski: „Jeśli ktoś zamawiał mazagran, to od razu wiadomo było, że chodzi o człowieka światowego i bywałego”. Wśród innych popularnych napojów wspomnieć wypada orszadę przygotowywaną z mielonych migdałów. Natomiast w tego typu lokalach raczej nie podawano tzw. napoi wyskokowych.

Na miano najbardziej słodkiej ulicy w Warszawie mogłaby zasłużyć dzisiejsza ul. Miodowa. Nazwę zawdzięcza piernikom i miodownikom, które były tu wypiekane już w  XVI w. Jak sama nazwa wskazuje, do wypieku używano miodu. W tamtym czasie cukier był już wprawdzie znany, ale bardzo drogi. Raczej używano go jako środka na wzmocnienie.”

 

 

Nic tylko zasiąść do obiadu! Secesyjna jadalnia z Muzeum Mazowieckiego w Płocku.

Belle époque, czyli piękno udomowione

Wykład nr 3

godz. 13.30, sala widowiskowa

Wystąpi: Agnieszka Kaniewska – Płocieniak – kustosz, w Muzeum Mazowieckim w  Płocku 

Miejsce, w którym przebywamy wpływa na naszą psychikę. Jedni lubią porządek, inni lekki nieład. Nie w tym rzecz. Chyba ważniejsze, abyśmy otaczali się przedmiotami, które realnie lubimy. Z Płocka przyjedzie do nas osoba, która pokochała secesję. Kiedyś, w latach 60. i 70. XX wieku, secesyjne meble wyrzucano na śmietnik, bo były duże i podobno niezgrabne. Obecnie są drogie, designerskie i rzadko spotykane. Szczególnie w kraju, przez który przetoczyły się dwie wojny (obie światowe).

Piękno udomowione to opowieść o przedmiotach i ich zastosowaniu. O epoce, w której na co dzień korzystano z pięknych rzeczy. Przed nami opowieść o zwyczajach panujących w jadalni, salonie, buduarze. Skąd wzięło się powiedzenie „siedzieć na szarym końcu”? Albo, ile szuflad powinna mieć bieliźniarka? A dlaczego salonowe meble musiały zawierać lustra? A dlaczego gotowalnia stała w sypialni? Czym różni się żardiniera od patery?

W żadnej innej epoce przedmioty codziennego użytku nie były tak wycyzelowane i perfekcyjne. Co prawda nie dotyczy to strojów damskich, które wg współczesnych aktorek są katastrofalnie niewygodne. Kobiety wyglądały niczym bóstwa, tyle, że swobodnie nie mogły się ruszać.

Z drugiej strony belle époque to „czas przed burzą”.  Ostatni moment spokojnej i lekko drętwej Europy.

 

Agnieszka Kaniewska – Płocieniak jest kustoszem w Muzeum Mazowieckim w Płocku.  Zajmuje się edukacją i upowszechnianiem sztuki (od secesji, przez art deco, aż po modernizm). Zainteresowania: zróżnicowane i czasami – zmienne. Niezmienne dotyczą sztuki: XIX i XX wieku. Wolne chwile ostatnich lat poświęca… zagadnieniem z dziedziny kosmologii oraz fizyki.

Muzeum Mazowieckie w Płocku 

Jedno z najstarszych muzeów w Polsce! Powstało już w 1821r. Znane w świecie jako „muzeum secesji”, jedyne takie w Polsce. To tu można zobaczyć 10 wnętrz mieszczańskich z końca XIX i początku XX wieku oraz wspaniałe przykłady artystycznych przedmiotów ze szkła, ceramiki czy metalu. W muzeum obejrzeć można również  malarstwo S. Wyspiańskiego, J. Mehoffera, J. Malczewskiego, T. Axentowicza, J. Fałata, J. Stanisławskiego, W. Weissa i innych. Wspomniane eksponaty prezentowane są w pięknej kamienicy secesyjnej zlokalizowanej w samym centrum Płocka.

Najbliższe plany Muzeum Mazowieckiego związane są z powiększeniem ekspozycji stałych o wnętrza lat 20. i 30. XX wieku.  Warto poczekać, bo to niezła gratka 🙂

 

 

Widok z wieży w Bieczu, nazywanym “perłą Podkarpacia”.

Jak żyć, aby być szczęśliwym? 

Wykład nr 4

godz. 14.30, sala widowiskowa

Wystąpi: dr Hanna Krajewska, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii, wieloletnia dyrektor Archiwum PAN

Opowieść o …Hildegardzie, Elżbiecie Łokietkównie, Elżbiecie Rakuszance i Marii Skłodowskiej-Curie. Każda z nich potrafiła wykorzystać w życiu swe atuty. Naszą Marię Skłodowską można by porównać  co najmniej z takim Stevenem Hawkingiem… Elżbieta Łokietkówna kochała pięknie wyglądać, to właśnie ona wymyśliła „wodę królowej Węgier”, czyli pierwsze europejskie perfumy. Jak być piękną i cieszyć się władzą? Ona poznała odpowiedź!

A jak być szczęśliwą, gdy otrzymało się w darze brzydką twarz i figurę? Elżbieta Rakuszanka znalazła sposób. Hmm nie bez powodu nazywano ją matką królów.

Podobno szczęście każdego z nas związane jest bardziej z indywidualnymi wyobrażeniami niż uniwersalną matrycą. Czy można było być szczęśliwą w XII wieku będąc kobietą -naukowcem? Życie św. Hildegardy daje odpowiedź na to pytanie.  I czy można cieszyć się życiem w świecie w którym dotąd nie było kobiet? Dla Marii Skłodowskiej Curie stało się to powołaniem.

Pani Hanna Krajewska posiada dar barwnego i wciągającego opowiadania. Z jej wykładu poznamy pomysły na dobre życie przed wiekami. Wiele z nich okaże się zaskakująco aktualnymi!

 

 

Bajkał, kolej i błękit rosyjskiego nieba uwiecznione przez polskiego podróżnika. Podróże, nawet te np. na Stawy Raszyńskie lub nad Wisłę, są jednym ze sposobów na stres. Bajkał włóżmy jednak między bajki. Lepszy cotygodniowy spacer nad Wisłę z lornetką na ptaki, niż wyczekiwana latami podróż.

 Stres – epidemia XXI wieku  

Wykład nr 5

godz. 15.30, sala widowiskowa

Wystąpi: dr Dariusz Wasilewski, psychiatra, dyrektor medyczny ambulatoriów Klinik Terapii ALLENORT. Więcej informacji TUTAJ

Stres jest integralną i nieuniknioną częścią całego naszego życia – od chwili poczęcia, po jego kres. Jest wszechobecny. 

Reakcje człowieka na stres zachodzą na kilku poziomach: dotyczących procesów fizjologicznych (cielesnych), zachowania człowieka, jego emocji i myślenia. Stres potrafi w sposób bezpośredni zagrozić funkcjonowaniu człowieka, ale na ogół powoduje odległe, często poważne konsekwencje zdrowotne.

Na stres reagujemy bardzo indywidualne, zależnie m.in. od umiejętności kontrolowania odbieranych bodźców. Są ludzie, którzy doświadczając nawet bardzo stresujących wydarzeń potrafią przechodzić nad nimi do porządku dziennego, podczas gdy innych wytrącają z równowagi nawet drobne kłopoty.

W pozytywnym znaczeniu może być także mobilizujący. O ile nie jest zbyt silny i długotrwały, może nam pomóc w wykonywaniu rozmaitych, zwłaszcza wymagających koncentracji zadań, wówczas jest źródłem pozytywnej energii do działania. Łagodny stres wzmaga naszą czujność i napęd, pozwala nabywać wiedzę i przystosować się do różnych warunków.

Jeżeli działa wystarczająco długo, może doprowadzić do utrwalonych zmian w fizjologii człowieka. W sposób istotny może obniżyć odporność organizmu. Współczesne badania pokazują, że jest on jednym z głównych czynników prowadzących do większości groźnych chorób cywilizacyjnych, jak choroby serca, nadciśnienie, udary mózgu, czy nawet przyczynić się może do rozwoju nowotworów. Konsekwencją stresu są także różne zaburzenia psychiczne: nerwice, depresje, alkoholizm i inne uzależnienia, a także patologie społeczne, na przykład przemoc w rodzinie.

Powyżej prezentujemy fragment naukowego artykułu dr Dariusza Wasilewskiego. Ale spokojnie… pan Dariusz na co dzień używa innego języka, a jego wykład, chociaż poświęcony poważnym tematom, wcale nie będzie stresujący.

 

Pozytywna zieleń herbacianych pól. Fotka dzięki uprzejmości Ahmad Tea.

 Mindfulness   

Wykład nr 6

godz. 16.30, sala widowiskowa

Wystąpi: Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i pisarz

Pan Wojciech tak mówi o mindfulness: „jest to umysł zaangażowany, pełen tego, co aktualnie jest jego udziałem. Obecny i świadomy tego, co tu i teraz się z nim i co się jemu przydarzy. Gdy ćwiczymy tego typu techniki zmienia się nam życie. Możemy odzyskać poczucie kontaktu z życiem i z sobą. Możemy odzyskać satysfakcję tego, że żyjemy. Aby ćwiczyć maindfulness nie trzeba udawać się w odosobnienie, chociaż bywa to przydatne. Możemy tę technikę ćwiczyć codziennie, podczas zwykłego życia.

Angażować naszą uwagę i obecność we wszystko co robimy. Cokolwiek to jest. Jeśli odpoczywamy to odpoczywamy, jeśli pracujemy, to tylko pracujemy, jeśli kogoś słuchamy, to tylko słuchamy, jeśli z kimś rozmawiamy, to jesteśmy tylko tu i teraz.

Wszystko co robimy może być robione w stanie rozproszenia, pośpiechu i braku naszej obecności w tym co się teraz dzieje. Jeśli nauczymy się „być bardziej mindful”, bardziej obecni umysłem w naszym własnym życiu, wszystko będzie miało zupełnie inną jakość”.  Wypowiedzi naszego prelegenta można posłuchać TUTAJ

 

 

Zdjęcie wykonał człowiek szczęśliwy, a przedstawia… Himalaje (marzeń). Patrząc na góry trudno nie czuć zachwytu.

O porządku w nieporządku – inspiracje z
dawnej filozofii dla sztuki dobrego życia

Wykład nr 7

godz. 17.15, sala widowiskowa

Wystąpi: dr Piotr Lichacz, etyk z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk

Możliwe, że geniuszom nie potrzeba słuchania ani czytania o sztuce dobrego życia, bo sami tę sztukę mogą sobie odkryć lub wynaleźć. Kto zaś uznaje, że nie jest geniuszem, może zwrócić się ku pismom genialnych myślicieli z dawnych czasów, by tam szukać pouczenia albo bodaj inspiracji.

“Nie o porządku w mieszkaniu chcę mówić i nie o harmonii dźwięków, ale o porządku czy harmonii w różnorakich relacjach, w których jesteśmy i które tworzymy.

W starożytności filozofowie byli przekonani, że człowiek  jest w stanie osiągnąć stan względnie stałego porządku, czy harmonii  zarówno w samym sobie, czyli we własnym chceniu i doznawaniu, jak i w relacjach z innymi osobami oraz z całym kosmosem. Wskazywano zarazem
szereg warunków dla osiągnięcia takiego stanu i o tych warunkach powiem słów kilka.

Chodzi o porządek, który sprawia, że człowiek doświadcza harmonii we własnym chceniu, doznawaniu i działaniu.”